środa, 27 marca 2013

Dariusz W. powraca!


W polskiej piłce nastały nowe czasy. Prezesem krajowej federacji został powszechnie lubiany Zbigniew Boniek, nasi piłkarze regularnie grają w klubach, a nawet (jak pokazuje znany przykład Borussi „Polonii” Dortmund) odgrywają tam kluczowe role. Kluby ekstraklasy grają na ładnych i nowoczesnych stadionach a wśród kibiców coraz mniej popularna jest nieoficjalny stadionowy hymn, intonowany na każdym ligowym i reprezentacyjnym spotkaniu - „Jebać jebać PZPN”.

Dariusz "W." Wdowczyk/ fot. wiadomosci.gazeta.pl

W tej nowej rzeczywistości nie ma już miejsca na korupcję, błędy sędziów i kontrowersje. Niestety, nie wszystko jest tak utopijne jak być powinno. Jednym wielkim błędem jest ostatnio osoba Roberta Małka. Ligowy rozjemca, który notabene jest policjantem, ostatnio nie popisał się w paru ligowych spotkaniach, a na dodatek w czasie meczu Pucharu Polski wzbudził kontrowersje swoim zachowaniem, uderzając i popychając (bądź dotykając, zależy od strony konfliktu) piłkarza. Małek nie będzie dobrze wspominał potyczki Śląska i Floty. 

W nową rzeczywistość nie wpisuje się również decyzja władz Pogoni Szczecin. Otóż nowym szkoleniowcem „portowców” został znany i (nie)lubiany Dariusz „W” Wdowczyk. Skazany prawomocnym wyrokiem za korupcję trener miał nigdy nie wrócić na ligowe boiska. Jak się okazuje – rany szybko się zabliźniły i popularny Wdowiec wraca na ławkę. 

Od razu narzuca się, więc bardzo proste pytanie – czy Dariusz Wdowczyk powinien dostać kolejną szansę? Zwolennicy odpowiedzi twierdzącej przytoczą przykład Łukasza Piszczka. Gwiazdor wspomnianej Borussi w wieku 18 lat dołożył się do „kupienia” meczu. Teoretycznie Piszczu nie powinien nigdy wybiec już na boisko, ale czy można go obarczać za błędy młodości?
Z Wdowczykiem sytuacja jest jednak inna – nie był on młodym i niedoświadczonym szkoleniowcem, sterował drużyną (Piszczek nie wytrzymał presji szatni), a nawet był pomysłodawcą zakupienia paru spotkań. 

Czy Wdowczyk powinien dostać drugą szansę? To pytanie zostawiam bez odpowiedzi…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz