W polskiej piłce nastały nowe czasy. Prezesem
krajowej federacji został powszechnie lubiany Zbigniew Boniek, nasi piłkarze
regularnie grają w klubach, a nawet (jak pokazuje znany przykład Borussi
„Polonii” Dortmund) odgrywają tam kluczowe role. Kluby ekstraklasy grają na
ładnych i nowoczesnych stadionach a wśród kibiców coraz mniej popularna jest
nieoficjalny stadionowy hymn, intonowany na każdym ligowym i reprezentacyjnym
spotkaniu - „Jebać jebać PZPN”.
W tej nowej rzeczywistości nie ma już miejsca na
korupcję, błędy sędziów i kontrowersje. Niestety, nie wszystko jest tak
utopijne jak być powinno. Jednym wielkim błędem jest ostatnio osoba Roberta
Małka. Ligowy rozjemca, który notabene jest policjantem, ostatnio nie popisał
się w paru ligowych spotkaniach, a na dodatek w czasie meczu Pucharu Polski
wzbudził kontrowersje swoim zachowaniem, uderzając i popychając (bądź
dotykając, zależy od strony konfliktu) piłkarza. Małek nie będzie dobrze
wspominał potyczki Śląska i Floty.
W nową rzeczywistość nie wpisuje się również
decyzja władz Pogoni Szczecin. Otóż nowym szkoleniowcem „portowców” został
znany i (nie)lubiany Dariusz „W” Wdowczyk. Skazany prawomocnym wyrokiem za
korupcję trener miał nigdy nie wrócić na ligowe boiska. Jak się okazuje – rany
szybko się zabliźniły i popularny Wdowiec wraca na ławkę.
Od razu narzuca się, więc bardzo proste pytanie –
czy Dariusz Wdowczyk powinien dostać kolejną szansę? Zwolennicy odpowiedzi
twierdzącej przytoczą przykład Łukasza Piszczka. Gwiazdor wspomnianej Borussi w
wieku 18 lat dołożył się do „kupienia” meczu. Teoretycznie Piszczu nie powinien
nigdy wybiec już na boisko, ale czy można go obarczać za błędy młodości?
Z Wdowczykiem sytuacja jest jednak inna – nie był
on młodym i niedoświadczonym szkoleniowcem, sterował drużyną (Piszczek nie
wytrzymał presji szatni), a nawet był pomysłodawcą zakupienia paru
spotkań.
Czy Wdowczyk powinien dostać drugą szansę? To
pytanie zostawiam bez odpowiedzi…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz